Menu
MCZ_7627

friends without benefits.

Wyleję trochę żali, bo leżę od dwóch dni w łożku i odbija mi szajba. Chociaż i tak M jest moim najlepszym przyjacielem to: tak, przyjaźnię się z facetami. Sytuacja między nami jest czysta i nikt na nikogo leci. Żadnych bonusów, korzyści i zazdrości. Od zawsze komunikacja z facetami wychodziła mi lepiej. Nie oceniali, nie obrabiali tyłka ( taką mam nadzieję) i szczerze mówili kiedy wyglądam ok, a kiedy niekoniecznie. I współczuję ludziom, którzy nie wierzą w przyjaźń damsko-męską, bo wiem, że po prostu tego nie doświadczyli. Cholernie mnie rozczulają faceci, którzy na co dzień są twardzi, a przyznając się do swoich błędów, nie próbują ukryć łez. I wcale nie są pizdami, w mojej ocenie łzy nie są oznaką słabości, dają tylko upust negatywnym emocjom. Ludzie często źle interpretują przyjaźń, myląc ją z fascynacją drugą osobą. I przestańcie pieprzyć o przyjaźni, kiedy druga osoba ewidentnie na Was leci. W moim życiu też zdarzali się tacy ludzie, ale życie szybko weryfikuje takie relacje. Moi przyjaciele są równie blisko ze mną jak i z M, kibicują naszemu związkowi, a nie czekają na potyczkę i wytykają błędy, które zdarzają się przecież w każdym związku. A i jeszcze jedno, są zawsze kiedy ich potrzebuje, nawet gdy nie mam im nic do zaoferowania w zamian. Amen.

Komentarzy (0)

Pozostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola oznaczone