welcome to my world, bitch.

Kiedyś pisałam blog wyrzucając swoje złe emocje… Pisałam o swoich porażkach, rozterkach, czasem upadkach. O przyjaźniach, które kończyły się bardzo spektakularnie. Kiedy moje przyjaciółki korzystały nie tylko z możliwości uczestniczenia w moim życiu, ale i przebywania w mojej sypialni, niekoniecznie za moją zgodą. Kiedy pod wpływem impulsu pisząc, stawałam przed czytelnikami naga emocjonalnie, blog osiągał apogeum popularności, a w komentarzach aż wrzało. Ludzie lubią tanie sensacje, karmią się niepowodzeniami innych, doradzają i pouczają. I długo zastanawiałam się nad reaktywacją. Przecież jestem szczęśliwa, ludzie tego nie lubią… Ale hola hola… Chcę pisać dla siebie, żeby moje myśli nie kończyły żywota tylko w mojej głowie. I dla M, ktory mnie inspiruje, lubi jak piszę, nigdy nie lekceważy moich pomysłów i nie podcina skrzydeł. A Ty jeśli chcesz…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *